wtorek, 29 lipca 2008

Ace Ventura

Przygodówk, to jeden z gatunków gier, w którym przez dłuższy czas nie zachodzą żadne znaczące zmiany. Większość autorów przygodówek spokojnie przyjęło wejście na rynek akceleratorów i duża część tych gier jest wciąż robiona w stylu starych, dobrych dwuwymiarowych gry typu point & click (oczywiście,są także wyjątki - np. Grim Fandanago).
Czemu to piszę? Aby uświadomić Wam, że przygodówki zawsze będą się sprzedawać, gdyż do przyjemnego grania nie potrzeba jakiegoś super-hiper sprzętu. Nie wiem czy chodzicie do kina (prawdziwy gracz czas spędzony w kinie uważa za czas zmarnowany ;-), ale kiedyś pokazywali tam dwie części filmu Ace Ventura (z takim jednym Jimem C. w roli głównej). To były naprawdę bardzo śmieszne i zarazem świetne filmy. A jeśli film jest dobry, to trzeba na jego podstawie zrobić grę komputerową (nawet jeśli będzie słaba, to i tak wielu ludzi kupi ją ze względu na obraz kinowy). I tak się stało. Powstała gra Ace Ventura.

Już od samego początku jest śmiesznie. Intro jest interaktywne - musimy zadziałać. Co się stanie dalej, musicie zobaczyć sami. Tytułowy Ace, jest "psim detektywem" - odszukuje zaginione zwierzęta. Na 100% możemy stwierdzić, że nie jest on do końca normalny. Podczas gry, nie raz nas zaskoczy swoim komentarzem słownym. Oczywiście po polsku. Lokalizację należy pochwalić, bowiem w czasach, gdy gra została wydana, w Polsce mało było jeszcze programów po polsku. Wszystkie głosy są trafnie dobrane, dowcipy słowne dobrze przetłumaczone - po prostu dobra robota. Grafika w czasie gry jest bardzo ładna, wszystko jest wykonane niezwykle starannie. Na brak kolorów także nie można narzekać. Jedyne, co może się nie podobać, to to, że muzyka jest zapisana w formacie midi (posiadaczom kart z syntezą FM radzę ją wyłączyć, lub zaopatrzyć się w softwarowy syntezator).
Jak już napisałem wyżej, nieraz usłyszymy dowcip słowny w wykonaniu Ace'a, jego przyjaciół czy wrogów. Czasami są one niezbyt wybredne (ale w żadnym razie wulgarne). Dlatego więc, dla zapobiegliwych rodziców, stworzono możliwość zablokowania tych "brzydkich" rzeczy hasłem, tak aby ich pociechy się zbytnio nie zdemoralizowały.
Oprócz tytułowego bohatera, w grze spotkamy m.in. Spike'a (małpka, należąca do detektywa), Woodstocka (hipis, przyjaciela Ace'a, będzie towarzyszył nam podczas ustawiania parametrów gry), oraz czarne charaktery: Odorę (kobieta robiąca w kosmetykach, testuje je na zwierzętach), Jacquesa DuManque (własciciel Nautiliusa, naśladowca Coustea, krzywdziciel morskich zwierząt) oraz Phatteusa Lardusa (najgorszy ze wszystkich złych, nasz główny przeciwnik). Oprócz tego, na naszej drodze pojawi się kilka innych, mniej lub bardziej miłych postaci.
Oczywiście aby skończyć grę trzeba się będzie nieco natrudzić i rozwiązać różnego rodzaju zagadki. Większość z nich da się rozwiązać bez większego problemu (jeśli już kiedyś mieliśmy jakiś kontakt z grami przygodowymi), przy niektórych trzeba nieco wysilić mózgownicę (czasem trzeba myśleć w sposób, powiedzmy, lekko "zakręcony"), a niektóre mogą zniechęcić nas do dalszej gry (takich jest naprawdę niewiele). Czasami przydaje się chwila umysłowego odpoczynku - autorzy gry pomyśleli także i o tym, wprowadzając kilka elementów zręcznościowych. Zatwardziałym miłośnikom przygodówek, może się to nie spodobać, ale patrząc na to oczyma zwykłego gracza, należy to ocenić na plus. Przyznam się wam, że to właśnie Ace Ventura, był pierwszą grą przygodową, która mnie tak wciągnęła. Grałem w nią praktycznie bez przerwy, niestety, w dwóch miejscach musiałem skorzystać z solucji. Ale to, że gra ma trudniejsze momenty, nie może być brane za wadę. Gra, posiadająca taką dawkę humoru i grywalności, na pewno zasługuje na bliższe przyjrzenie się jej. Tak więc, jeśli jeszcze nie wcieliliście się w rolę psiego detektywa, to radzę wam to zrobić jak najszybciej.

Tony Hawk's Pro Skater 3

W młodości Antonio był raczej przeciętnym chłopcem. Jak inni moczył pieluchy, jak inni bawił się w piaskownicy, jak inni chodził na suto zakrapiane przecierem z marchewki kinderbale. Ale pewnego pięknego dnia życie Tonika zmieniło się diametralnie, bo poznał ją... Kobietę jego marzeń, dziewczynę miłą, jak na swój młody wiek inteligentną, no i piękną, nie licząc może dwóch małych szczegółów z przodu, a właściwie ich prawie zupełnego braku. Nie dało się ukryć, że dziewczyna była w deskę. Miłość Tonika do Deski trwała kilka długich lat. Podczas tego okresu wielu zazdrosnych kolegów próbowało odbić Tonikowi dziewczynę. Tonik jednak był twardy, a że miasto w którym żył cechowało się wyjątkowym zamiłowaniem jego mieszkańców do ogradzania swoich posesji drewnianymi płotami, znalazł bardzo skuteczny sposób na potencjalnych amantów. Z przypadkowo wyrwaną z płotu sztachetą mógł zrobić praktycznie wszystko tak, że przeciwnik nie miał z nim najmniejszych szans. Po paru latach Tonik spostrzegł jednak, że dawny żar wygasł. Miłość do Deski przeminęła, ale umiejętność mistrzowskiego władania sztachetą pozostała. Tonik postanowił dalej rozwijać się w tym kierunku. W jednym z programów reklamowych prowadzonych przez gwiazdy jego ulubionego reality show-era pt. Danuta’s Rin(k): Big Sister (popularny program z udziałem pielęgniarek i salowych, w którym głownie liczy się szybkość podawania pacjentom basenów), zobaczył deskę jego marzeń. Szeroka, wytrzymała, miękko zakończona. Jedynym mankamentem były dwie pary kółek wystających z jej spodu. „Co mi tam”, pomyślał Tonik, „kołka odkręcę, a przecież 350 dolarów za to cudo to nie tak wiele zważywszy, że dostanę jeszcze najnowszą płytę łysej siostry Hildegardy, breloczek na klucz francuski i aluminiowy basen szpitalny z wygrawerowaną na dnie dedykacją od samej Ludmiły Miotły”, i postanowił kupić obiekt swoich marzeń i westchnień. Po kilkunastu dniach do jego drzwi zapukał jak zwykle spóźniony kurier. „Dawaj ją!” wykrzyknął Tonik. Otworzył paczkę i od pierwszego wejrzenia zakochał się w swoim nowym nabytku. Na początku chciał faktycznie odkręcić kółka i dalej masakrować swoich wrogów superdeską, ale wydarzenia z 33/3 września zmieniły sposób patrzenia Tonika na świat. Teraz był dozgonnym pacyfistą. Nasz bohater porzucił dawny fach i ciężko trenując, stał się najlepszym Hulkiem, o przepraszam, Pro Skaterem na rampie załadunkowej dworca PKP w Kozienicach Małych na Kaszubach.

Oto jak z zera można stać się, co prawda lokalnym, ale jednak bohaterem. Każdy kto nie ma tyle samozaparcia lub takich możliwości, powinien swoje oczy zwrócić w stronę trzeciej już części najlepszej gry sportowej opowiadającej o ciężkim życiu „ekstremalnego” sportowca. Tony Hawk’s Pro Skater 3 z pewnością będzie Mekką dla wszystkich miłośników niesamowitych wyczynów na deskorolce, a dla pozostałych fanów innych ekstremalnych dyscyplin sportu stać się może nie lada zachętą do przyjrzenia się skateingowi i pokochania go, bo jak powiedział jeden niski szlachcic, jest tego warty.

2002 FIFA World Cup

Tak to już zostało ustalone, że przy okazji największych imprez piłkarskich, EA Sports wydaje komputerową kopaninę właśnie na tę okoliczność. Najbliższy mundial już za kilkanaście dni, więc nikogo nie dziwi obecność na sklepowych półkach FIFA World Cup 2002.

Najnowsza produkcja „okołomundialowa” nie wprowadza do świata znanego z FIFA 2002 większych zmian. Stanowi jedynie lekko wzbogaconą wersję najnowszej futbolówki EA Sports, przygotowaną specjalnie na okazję zmagań 32 najlepszych jedenastek świata. To, co WC2002 czyni tytułem wyjątkowym, to jej przygotowanie. Od pierwszych chwil obcowania z grą widać wyraźnie, że opowiada ona o naprawdę WIELKIM wydarzeniu, jakim są Mistrzostwa Świata w piłce nożnej.

Już w początkowym menu można znaleźć coś, czego do tej pory w serii FIFA nie było. Tym novum są krótkie filmy, w których na temat futbolu wypowiadają się fani tego sportu z całego niemal świata. Doskonale widać ich reakcje, miłość do futbolu i wszelkie inne uczucia, jakie towarzyszą prawdziwym fanom piłki kopanej. Pomysł umieszczenia w grze takich właśnie elementów jest strzałem w dziesiątkę. Oglądanie takich wstawek jest naprawdę bardzo przyjemne.

Aby nadać grze odpowiednią do sytuacji oprawę dźwiękową, zatrudniono orkiestrę symfoniczną, która stworzyła wspaniałą, monumentalną, marszową muzykę. Nie ma już obskurnych elektronicznych dźwięków, które zstąpiono cudnymi smyczkami, werblem i paroma innymi instrumentami. Muzyka jest wspaniałym sposobem na podkreślenie wagi wydarzeń, które mają miejsce na murawie. Ale o nich za chwilę...

Specjalne wydanie FIFA World Cup 2002 zawiera dwa tryby dla pojedynczego gracza – mecz towarzyski i turniej finałowy MŚ. Finały MŚ można rozegrać jedną z 32 drużyn, które zakwalifikowały się do finałów tej imprezy. W przypadku meczu towarzyskiego, liczba dostępnych ekip wzrasta do ok. 40. Oczywiście jest też kilka ukrytych jedenastek, będących reprezentacjami kontynentów Ziemi.

Jest też coś dla amatorów fajerwerków. Niektórzy z zawodników mają status gwiazdy. Rozpoznaje się ich poprzez gwiazdę nad ich głowami. W praktyce oznacza to, że na boisku dysponują oni ponadprzeciętnymi umiejętnościami piłkarskimi. Jedni szybciej biegają (F. Inzaghi), mają silniejszy strzał (H. Larsson), albo są świetnym podającymi (Rivaldo). Nawet „Orły Engela” posiadają dwie gwiazdy w drużynie – „Olego” i „Kałużę”. Ich poczynania zostawiają także efekt wizualny, np.: po strzale „snajpera” za piłką podąża złoty ogon, zupełnie jakby była ona kometą.

W WC2002 nie znajdziemy żadnych nowych opcji trenerskich. Ustawienia formacji, strategie gry, egzekutorzy stałych fragmentów gry – wszystko jest zrealizowane tak, jak do tej pory. Podobnie i składy reprezentacji nie są większym zaskoczeniem. Oprócz podstawowej jedenastki zawodników, oraz ich dublerów, gracz może sięgnąć po głębokie rezerwy narodowe i dać szansę gry na mundialu nawet i mniej znanym zawodnikom.

Zmiany w grafice dotyczą co prawda nie tyle wyglądu zawodników, co trybun i stadionów. Atmosfera podczas meczu jest wspaniała. Do tej pory w serii FIFA ciężko było poczuć klimat prawdziwego meczu. Trybuny były „plastikowe”, bezduszne i ospałe. Dzięki WC2002 gracz po raz pierwszy poczuje PRAWDZIWY KLIMAT meczu piłkarskiego, z wszystkimi jego elementami. Każdemu meczowi towarzyszy pompatyczne wejście piłkarzy, połączone z wcześniejszym pokazem laserów. Kibice są bardziej kolorowi, żywiej reagują i cały czas podnoszą swoich ulubieńców na duchu, śpiewając szanty. Przy ciekawszych akcjach rzucają na boisko serpentyny a po strzeleniu bramki, w kierunku jej strzelca lecą całe tony konfetti. Naprawdę nie żartuję. Spotkania wyglądają wprost bosko.

A gdy piłka wpadnie do bramki... Po prostu szał. Kamera robi zbliżenie na twarz zawodnika, wspomniane już konfetti sypie się z trybun, a sam heros skacze z radości jak szalony. Całość celebracji jest dodatkowo bardzo sugestywna, dodatkowo podkreślona świetnymi ujęciami kamer.

Nie inaczej jest z animacją zawodników. Jeżeli myśleliście, że płynność ruchów z FIFA 2002 była szczytem możliwości programistów EA Sports, to byliście w błędzie. Arsenał dostępnych zagrań, trików i ruchów zawodników jest teraz jeszcze większy, efektowniejszy i bardziej realny. Co ciekawe, nie mówię tu wcale o zwodach, które wykonuje gracz. Mowa o sposobach przyjęcia piłki odegrania jej do partnerów, tudzież wypuszczenia sobie. To, co potrafią zrobić niektórzy zawodnicy, po prostu powala. Zbicia piłki do ziemi, zgranie głową do partnera, przerzucenie piłki nad głową przeciwnika, obiegnięcie go i oddanie strzału na bramkę.

Doskonale widać jak w ferworze walki piłkarze odpychają się i uderzają biodrami aby przeciwnik choć na chwilę stracił równowagę. Jeden z nich ląduje na ziemi a drugi przejmuje piłkę i gna z nią dalej. Wszystko to dzieje się samoczynnie, bez większej ingerencji ze strony gracza, a wygląda... Wprost nieziemsko.

Siedząc w fotelu przed monitorem zastanawiałem się wciąż, czy aby mi się nie przywidziało. Czy na pewno fantastyczne zagranie, które wykonał przed chwilą zawodnik, było faktycznie przez niego wykonane, czy to może moja wyobraźnia podsunęła mi pod oczy taki majstersztyk. Animacja postaci w 2002 FIFA World Cup po prostu powala.

Nieco gorzej mają się modele postaci. Twarze zawodników, a raczej ich wygląd, były od zawsze bolączką serii. Przed wydaniem WC2002 można było mieć nadzieję na to, że mankament ten zostanie wyeliminowany. Niestety wszelkie nadzieje były płonne. Zawodnicy nadal mają twarze jak wyciosane z pnia drzewa i polakierowane rzeźby. Taką tandetę można czasami kupić na polskich straganach. A 2002 FIFA World Cup to przecież nie produkt ze straganów, tylko profesjonalna gra piłkarska, której zawartość musi stać na bardzo wysokim poziomie.

Najbardziej niestrawny jest jednak pewnie feler przejawiający się łatwym zdobywaniem bramek z połowy boiska. Nawet na najwyższych poziomach trudności (w sumie są 4) zdarza się strzelić takie bramki. W rzeczywistości jest nie niemal nierealne, aby bramkarz wpuścił taką szmatę. W WC2002 takie sytuacje są niemal na porządku dziennym. Czasami po prostu odechciewa się grać.

Jeszcze jednym błędem - nie poprawianym od niepamiętnych już czasów - jest zbyt mała swoboda kontroli zawodnika biegnącego do podania górą. Jeśli przeciwnik zagrywa górą do partnera, a do podania zmierza także obrońca gracza, nie można go zawrócić. Po prostu, jeśli piłka jest w powietrzu i leci do przeciwnika, zawodnik gracza na pewno za nią pobiegnie, aby odciąć podaniem zanim trafi ono do adresata. Ów zawodnik gracza będzie biegł po linii prostej, na ślepo i nie ma możliwości, żeby stało się inaczej. Gracz nie może go zawrócić, podbiec do adresata podania z innej strony czy też po prostu poniechać szarży. Błąd ten istnieje w serii FIFA od lat i wreszcie przyszedł czas, aby zwrócić nań uwagę, bo skutecznie psuje on krew graczom żądającym swobody w kierowaniu poczynaniami zespołu.

Zwiększeniu uległ poziom trudności gry. Komputer już na najłatwiejszych ustawieniach potrafi stawić jako taki opór. Wbrew pozorom jest to spora zmiana, bo do tej pory na tym poziomie żadnego oporu nie stawiał. Gra na poziomie world class stanowi wyzwanie nawet dla największych wyjadaczy gatunku.

2002 FIFA World Cup to gra dobra, lecz bardzo nierówna. Z jednej strony jest ona świetnie przygotowana graficznie (obraz i animacja) i dźwiękowo (ach ta symfonia!), ale po drugiej stronie palisady mamy głupie bramki, które padają z połowy boiska. Chciał nie chciał, jest to jedyny oficjalnie licencjonowany produkt, w którym znajdują się rozgrywki Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Jeśli chcecie zdobyć Polską to najważniejsze finałowe trofeum, musicie kupić właśnie tę grę. Szkoda tylko, że kosztuje aż 119zł, a nie jest przecież całkowicie osobnym produktem z rozgrywkami ligowymi itp.

Thufir Plusy:

- muzyka
- bonusowe filmiki
- atmosfera meczu
- animacja zawodników

Minusy:

- twarze zawodników
- bramki z połowy boiska
- brak swobody kontroli zawodników
- cena

RollerCoaster Tycoon 3

Założę się, że będąc dzieckiem, każdy - i to zapewne nie raz - odwiedził przybytek potocznie zwany wesołym miasteczkiem. Te kilka baraków rozstawionych na krzyż, mimo iż tak dalekie od zachodnich standardów lunaparku, dostarczało wspaniałych przeżyć niejednemu amatorowi mocniejszych wrażeń. Na pewno jednak wśród setek miłych, sympatycznych chwil znalazło się kilka takich, o których jak najszybciej chcieliśmy zapomnieć. Brak kasy, czasu, czy też kilku latek (nie wszędzie przecież wpuszczą siedmioletnie szkraby) to czynniki, które potrafią zdołować nawet największego optymistę. A jakby to było mieć swój własny wymarzony park rozrywki, pełen atrakcji i nieprzerwanej zabawy. Niewykonalne? Błąd – przynajmniej część z tych marzeń spełnić można, a to za sprawą RollerCoaster Tycoon 3. Tak, dobrze widzicie - trzecia część tej legendarnej już gry ukazała się całkiem niedawno i z miejsca stała się absolutnym hitem. Osiem milionów sprzedanych egzemplarzy w okresie niewiele przekraczającym jeden miesiąc mówi samo za siebie.

Sens gry nadal pozostał ten sam – w dużym skrócie chodzi o wybudowanie, a następnie zarządzanie najbardziej wypasionym parkiem rozrywki, jaki tylko widziały ludzkie oczy. Żeby jednak nie było ani za nudno, ani za łatwo, autorzy udostępnili nam aż cztery tryby rozgrywki, z którymi możemy zmagać się przycinając w RollerCoaster Tycoon 3. Pierwszym z nich, może nie tak wymagającym, ale na pewno bardzo przydatnym, jest tryb samouczka. Po odpaleniu go, spośród kilku zagadnień takich jak: finanse, kontrola kamery, czy też podstawy marketingu, możemy wybrać te, o których nie mamy zielonego pojęcia, lub też takie, które chcielibyśmy jeszcze nieco przećwiczyć i przystąpić do ich maglowania. Jest to całkiem pożyteczne, gdyż wielu nieopierzonych graczy rzuconych w szerokie odmęty gry skończyłoby zapewne marnie, gdyby nie możliwość wcześniejszego dokształcenia się.

Gdy już uznamy, że potrafimy dostatecznie dużo, możemy wziąć się w końcu za właściwą rozgrywkę, czyli tryb kariery. W jego skład wchodzi kilkanaście przygotowanych przez autorów scenariuszy (różniących się od siebie tematyką oraz poziomem trudności), z którymi musimy się zmierzyć. Nie jest to zadanie łatwe, gdyż końcowe misje są naprawdę wymagające, jednak jak mówi stare przysłowie: „trening czyni mistrza” i po odpowiedniej dawce praktyki da radę ukończyć nawet te „najgorsze”. Kiedy już uporamy się z całą kampanią, pozostaje nam jeszcze tryb wolnej gry (natychmiastowy dostęp do wszystkich atrakcji oraz unlimited money), a także dowolnego scenariusza, gdzie przyciąć można we własnoręcznie wykreowany lub zassany z netu lunapark. Ponadto gra została zaopatrzona w całkiem sensownie wykonany edytor, dający możliwość chwilowego wcielenia się w Stwórcę. Możemy w nim projektować własne scenariusze (w tym także parki tematyczne wraz z setkami gotowych do wykorzystania obiektów), rollercoaster’y (mnogość detali oraz wszelakich wskaźników), budynki, a nawet odwiedzających nasz park ludzi (sic!). Krótko mówiąc, na brak alternatyw nie ma co narzekać.

Również grywalność porównywalna jest z tym, co oferowały nam poprzednie odsłony serii. Nadal bawimy się wyśmienicie, a w dużej mierze spowodowane jest to kilkoma nowościami, które wprowadza RCT 3. Najbardziej widoczną i chyba najważniejszą zmianą jest przeniesienie świata gry (wreszcie) w trzeci wymiar. Produkcja „jedzie” na zupełnie nowym, całkiem przyzwoitym silniku graficznym, oferującym pełne 3D. Rozwiązanie to tchnęło w nią zupełnie nowego ducha i pozwoliło m.in. na wprowadzenie trybu FPP, w którym to możemy odbyć przejażdżkę dowolnie wybranym rollercoaster’em, jaki tylko znajdziemy w naszym parku. Nie dość, że frajdę mamy przednią, to jeszcze gra w końcu wygląda tak jak powinna i niczym nie odbiega od dzisiejszych standardów. Ba, w pewnym sensie nawet je wytycza.

Następny w kolejności do obróbki był interfejs, który zaprojektowano niemal od podstaw. Wszystkim przyzwyczajonym do poprzedniego będzie się z początku trudno w tym wszystkim połapać, ale jeśli skumamy bazę okaże się, że wcale nie jest tak źle. To co podoba mi się w nowej odsłonie, to bezproblemowy dostęp (jedno, maksymalnie dwa kliknięcia) do wszelakich statystyk i tabelek, tak ważnych w tycoonach. Krokiem naprzód jest również wprowadzenie cyklu dobowego – dzień i noc od tej pory będą stanowiły ważny element naszej rozgrywki - a także sztucznych ogni jako wabika dla zwiedzających (możemy nawet przygotowywać całe ich sekwencje z synchronizacją czasową). Może bajer mniej przydatny, ale na pewno efektowny. Pewnym novum jest jeszcze to, że teraz sami możemy decydować, co ludzie spożywać będą w naszym parku (niemal każdy posiłek składa się z kilku składników, których ilość dowolnie ustalamy), oraz wprowadzenie koligacji rodzinnych (standardowo dzieciaki naciągają starych na wszystko, na co tylko się da). Aha, byłbym zapomniał - jak we wszelakich dodatkach czy sequelach autorzy dorzucili nam jeszcze w prezencie dziesiątki zupełnie nowych, unikalnych atrakcji (np. impreza karaoke czy inscenizacja Dzikiego Zachodu), sklepów, a także obiektów typu ławki czy drzewa. Nie ma tu sensu tego wszystkiego wyliczać, bo szkoda i miejsca, i czasu, wierzcie także dlatego, że ogrom możliwości Roller Coaster Tycoon 3 powali Was na łopatki.

Co do oprawy graficznej, to o nowym silniku już napisałem - sprawuje się on naprawdę świetnie, choć niestety wymagania sprzętowe w porównaniu z dwiema poprzednimi odsłonami drastycznie poszły w górę, ale cóż, taka jest cena jakości. Świat gry w obecnej formie wygląda bardzo okazale. Jest pełen „żywych” kolorów, detali, a sposób w jaki odwzorowano taflę wody jest po prostu fenomenalny. Podobnie wygląda gra świateł - przejście między poszczególnymi porami dnia nie jest zauważalne jedynie dzięki odpowiedniej ikonce na górze ekranu, to wszystko dzieje się na naszych oczach. Cienie wydłużają się (względnie skracają), niebo zmienia swój kolor, a słoneczny blask stopniowo zastępowany jest światłem rzucanym przez jaśniejące w obłokach gwiazdy. Wszystko to odbywa się w sposób płynny, a zarazem tak szczegółowy, że aż miło popatrzeć.

Niemal równie wysoki poziom prezentuje oprawa audio. Zarówno muzyka, jak i efekty dźwiękowe doskonale pasują do unikalnego świata gry, czyniąc rozgrywkę jeszcze przyjemniejszą. A gdyby nawet komuś ścieżka muzyczna wydała się zbyt nużąca zawsze może ją podmienić na kilka własnych kawałków po prostu zgrywając je do odpowiedniego folderu. Jedyne co nie do końca spodobało mi się w udźwiękowieniu RCT3, to odgłosy jakie wydaje odwiedzająca nasz lunapark rzesza (niemal najmniejsza zmiana czy modyfikacja wywołuje jakąś reakcję u zwiedzających). Trochę trudno to sprecyzować, ale czasami dany okrzyk nijak nie pasuje do sytuacji.

Jednak nawet mimo tych kilku drobnych niedociągnięć Roller Coaster Tycoon 3 z godnością reprezentuje markę RCT. Jest to gra niezwykle udana, posiadająca urzekający klimat oraz bardzo wysoką grywalność, no i świetną oprawę wizualną, w końcu godną miana grafiki XXI wieku.

Lineage 2

Obecnie Obecnie rynek gier z gatunku MMORPG jest niezwykle nasycony. Co roku pojawia się kilkanaście tytułów, w które warto zagrać. I chociaż od 3 lat na tej arenie gier króluje niepodzielnie World of Warcraft. Jednak, wraz z pojawieniem się hitu Blizzarda, na rynek trafił koreański produkt firmy Ncsoft, a był nim Lineage 2: The Chaotic Chronicles, kontynuacja "Lineage: The Bloodpledge". Chociaż Lineage 2 został wydany prawie 3 lata temu, dokładnie 27 kwietnie 2004, również przez Ncsoft, gra nieprzerwanie cieszy się ogromna popularnością, nie tylko w Azji, ale i na całym świecie. Graczy nie odstrasza koszt abonamentu, który musza opłacać regularnie, aby cieszyć się wizytą w świecie Aden. Nie można powiedzieć, że w grze panuje zastój, ponieważ co kilka miesięcy ukazują się nowe kroniki (chronicle, więcej oni w dalszej części recenzji). Obecnie doczekaliśmy się już odsłony piątej, lecz na pewno nie ostatniej. Zapraszam teraz, na szybką wędrówkę poprzez świat Lineage ][.

Zanim wyruszymy na podbój świata Aden, powinniśmy się zaopatrzyć w oryginalną grę, którą można kupić obecnie w każdy większy polskim sklepie internetowym, do gry dołączony jest kod umożliwiający nam zabawę przez miesiąc. Możemy również ściągnąć ten tytuł z oficjalnej strony (www.lineage2.com) i wykupić abonament. W obu przypadkach koszty są dość duże, jednak za to otrzymujemy naprawdę dobry produkt.

Kiedy posiadamy już własną kopię, zakładamy konto i logujemy się. Następnie powinien powitać nas miły głos pewnej pani, która pomoże nam postawić pierwsze kroki w świecie gry. Pierwsze co mamy zrobić to stworzyć postać. Nadajemy imię postaci, następnie wybieramy jedną z pięciu ras: człowiek, elf, mroczny elf, ork i krasnolud. Następny wybór to typ postaci, mamy do wyboru typ wojownika i typ maga (wyjątkiem jest tylko rasa krasnoludów, która nie może wybrać magicznej ścieżki rozwoju). Jednak zadeklarowany wybór nie jest klasą naszej postaci, jest to tylko ścieżka rozwoju, która będziemy podążać, dopiero na poziome 20 dokuje się wyboru profesji. Następnie wybieramy płeć postaci, przy czym przedstawicieli płci pięknej w niczym nie ustępują mężczyzną, jest to wybór bardziej estetyczny. Na końcu wybieramy rysy twarzy, fryzurę i kolor włosów, co pozwala nam stworzyć wizerunek postaci, który najbardziej nam się podoba.

Kiedy postać jest już gotowa, czas nią zagrać, w zależności od tego jaką rasę wybraliśmy trafiamy do jednego z miast początkowych. Na samym początku możemy przejść króciutki tutorial, w którym nauczymy się walczyć, używać umiejętności, korzystać z ekwipunku, mapy oraz wykonywać zadania. W przejściu tutoriala pomoże nam ponownie głos lektorki.

Oczywiście pierwszą rzecz, na jaką warto zwrócić uwagę jest oczywiście grafika, która stoi naprawdę wysokim poziomie. Lineage 2 został zrobiony na zmodyfikowanym silniku graficznym „Unreal”, który oferuje nam pełny trójwymiarowy świat. Możliwości kamery są spore do tego stopnie, że możemy podziwiać miasta z lotu ptaka. Na maksymalnych detalach postacie i NPC (również wszystkie potwory wyglądają znakomicie) wyglądają jak żywe, nie tylko kolorowe stroje i doskonale wykonane twarze, ale także różne gesty, jakie wykonują, robią wrażenie. Jeśli chodzi o przyrodę sytuacja wygląda jeszcze lepiej, przebogaty świat roślin, dziesiątki gatunków drzew, kwiatów traw, a wszystko momentami kołysane podmuchami wiatru. Do tego obłoki szybujące po niebie oraz słonce i księżyc, które wędrują po widnokręgu, nadają grze klimat oraz odpowiadają za zmiany dnia i nocy. Grafika jest naprawdę ładna i cieszy oko (zresztą zobaczcie screeny obok), do tego nie obciąża zbytni komputera.

Drugą rzeczą, na którą na pewno zwrócimy uwagę jest dźwięk i muzyka. Oczywiście prócz znajomego głosu pani lektor, cały świat jest przesycony różnego typu odgłosami. Już w menu głównym słychać dobra i klimatyczną muzykę. Tak samo jest w grze, muzyka jest świetnie dobrana, a do tego różnorodna. Każde miasto posiada swój charakterystyczny motyw muzyczny. A co najlepsze wraz ze zmiana miejsca zmienia się też muzyka, zupełnie inne utwory usłyszymy w podziemiach i lochach, a inne w lesie i na powietrzu, do tego utworów jest tak wiele, ze gwarantuje, że się nie znudzą. Niestety, jeśli chodzi o dźwięki jest zdecydowanie gorzej, prócz miłego głosu pani z tutoriala, wszystkie inne są irytujące i co najgorsze strasznie monotonne. Przykładem jest rzucanie czaru, podczas którego postać mruczy jakieś słowa, po rzuceniu trzysta razy tego samego zaklęcia, te „pojękiwania” postaci zaczynają być denerwujące. Tak samo jest, kiedy przysłuchamy się dźwiękom wydawanym przez moby (potoczna nazwa potworów) oraz NPCów. Jednak, dźwięki to nie problem, w opcjach można je ściszyć lub całkowicie wyłączyć i cieszyć się jedynie świetną muzyką.

Warto zwrócić uwagę jak się rozwija postać, ponieważ system ten jest zdecydowanie inny niż w tytułach typu Diablo, Baldur’s Gate, czy nawet Kal Online. Oczywiście tak, jak w większości gier postać awansuje na kolejne poziomy, jednak nie rozwija przez to swoich głównych współczynniki (Siły, Zręczności, itd.), te wartości od początku gry są stałe, mogą zostać zmienione jedynie dzięki specjalnym symbolom lub magicznym właściwościom broni. System rozwoju postaci oparty jest na skilach (umiejętnościach). Czary traktowane są również jako skile. Podczas polowań otrzymujemy nie tylko doświadczenie, adene (waluta świata gry), szanse na zdobycie przedmiotów, ale również Skill Points (punkty umiejętności). Ich zdobywanie jest bardzo ważne, bo to dzięki nim, u mistrzów (NPC-nauczycieli), możemy nauczyć się nowych skili lub rozwinąć lepiej te, które już zna postać. Oczywiście nasza postać może opanowywać tylko umiejętności, które są przypisane do jej profesji. Postać na 20 poziomie po wykonaniu specjalnego zadania (quest) na zamianę profesji. Nie chodzi przy tym o faktyczną zmianę profesji (np. z maga na wojownika), lecz jest to jakby rozwój postaci i wybranie jej ścieżki rozwoju. Kolejnego wyboru dokonujemy na 40 poziome, gdzie wybieramy tzw. Drugą profesje, a najbardziej zapaleni gracze, będą mogli na 76 poziomie przejść na ostateczną trzecią profesje. Obrazowo wygląda to tak: „Gracz wybrał, ze zacznie grać elven mystick, po czym osiągnął 20 poziom i chce zmienić profesje, ma do wybory czarodzieje ofensywnego (elven wizard) oraz maga defensywnego (elven oracle). Gracz preferuje walkę wiec decyduje się na elven wizard, który posiada umiejętności typowo ofensywne – czary magii wody oraz ma umiejętności przyzywania Summon’ów (Istot Przywołanych), które będą walczyć zamiast niego. Graczowi spodobało się styl walki przyzywając summony, dlatego na 40 poziome zdecydował się wybrać profesje elemental summoner’a, u którego skile przyzywające Summon’y nadal się rozwijają, gracz zrezygnował przy tym z profesji spellsinger, u którego dalej rozwija się czary ofensywne. W końcu postać jego osiągnęła 76 poziom i gracz postanowił, że osiągnie trzecia profesje. Tutaj już nie ma żadnego wyboru, ponieważ musi zmienić profesje na elemental master, ale również otrzyma nowe umiejętności.”. Wszystkie skile możemy podzielić na trzy grupy. Pierwsza grupa do umiejętności bierne/pasywne, które działają od momentu ich nauczenia, zazwyczaj zwiększają one jakieś statystki np. „Weapon Master” permanentnie zwiększa atak fizyczny i magiczny postaci. Druga grupa to umiejętności aktywne fizyczne, są to zdolności używane przy atakach fizycznych, najczęściej dają możliwość jakiegoś specjalnego ataku danym typem broni np. „Stun Shot” pozwala przy strzeleniu z łuku ogłuszyć przeciwnika. Trzecia grupa to umiejętności aktywne magiczne, są to wszystkie zaklęcia oraz buffy (czary defensywne) np. „Wind Strike” zadający obrażenia magiczne. Podział umiejętności ma bardzo duże znaczeni w grze, ponieważ istnieją różne czaru, które na pewien czas powodują, ze dany gracz nie może używać jakiś umiejętności. Takim czarem jest m.in. „Silence”, który rzucony skutecznie na gracz, przez około 2 minuty nie pozwala mu użyć żadnych umiejętności magicznych, czyli każdy czarodziej, który ma na sobie „silence” jest całkiem bezbronny, jednak „silence” rzucony na wojownika, prawie nic mu nie robi, gdyż wojownicy maja większość skili aktywnych fizycznych.

Oczywiście skile są bardzo ważne, ale czym były prawdziwy bohater bez ekwipunku. I także w tym aspekcie Lineage2 daje szerokie pole do popisu. W grze mamy dostępy cały arsenał broni: miecze, topory, łuki, różdżki, duale (dwa miecze jednoręczne używane razem) i wiele innych, podobnie jest chodzi o pancerze, którego również jest całe mnóstwo. Oczywiście nie od początku będziemy mogli używać wszystkich przedmiotów. Wszystkie przedmioty są podzielone na stopnie (grade). Idąc od najsłabszych przedmiotów mamy: none grade, D grade, C grade, B grade, A grade i S grade. Dopiero po osiągnięciu konkretnego poziomu możemy używać przedmiot o danym stopniu. Przedmioty none grade możemy używać od początku, D grade od 20 poziomu, C od 40 poziomu, B od 52, A od 62 i S od 67. Tak jak większości gier, mamy tzw. „sety”, czyli zestaw przedmiotów, które używane naraz dają nam specjalne bonusy. Oczywiście mamy też możliwość ulepszania przedmiotów oraz dodawania specjalnych właściwości do broni – tzw. S.A. (Spacial Ablilites). W grze znajdziemy zwoje „enchant weapon [grade]” oraz „enchant armor [grade]”, za pomocą tych zwojów można podnieść atak lub obronne przedmiotu o danym stopniu, jednak istnieje szansa, ze nie uda się ulepszyć przedmioty i zostanie on zniszczony. Dodatkowo do broni możemy dodawać Special Abilites, które dodają broni specjalne właściwości np. przyśpieszają atak, mogą powodować krwotoki, zatruwać i wiele innych. Jeśli już jesteśmy przy przedmiotach warto wspomnieć, że w sklepie nie kupimy wszystkich przedmiotów, a raczej tylko małą ich część. Owszem wszystkie przedmioty mogą wypaść z mobów, jednak szansa, że to się stanie jest czasem tak niewielka, że ciężko na nią liczyć. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest skorzystanie z Craft’a (rzemiosła), ponieważ z potworów wypada nie tylko adena i przedmioty, ale również materiały, części (fragmenty przedmiotów) oraz recepty. Krasnoludy o profesji artisan lub warsmith posiadają umiejętność craft, która pozwala im po dostarczeniu recepty oraz potrzebnych składników (części i materiałów) stworzyć przedmiot, droga ta jest na pewno szybsza niż próbowanie zdobycia przedmiotu przez zabijanie potworów, lecz nie jest ona tania.

Jednakże nawet najpotężniejszy gracz nic nie poradzi, jeśli zostanie zaatakowany przez większa grupę graczy lub potworów. Gracze mają możliwość granie w drużynie (party), drużynę można założyć w każdej chwili i będzie trwała tak długo jak będą chcieli gracze. Oczywiście granie wspólnie niesie ze sobą wiele korzyści np. ułatwia zaznaczenie osób z drużyny, widać ile punktów życia i many pozostało towarzyszom, drużyna ma specjalny czat, który tylko oni widzą, dostają więcej doświadczenia – za każda osobę w drużynie (prócz lidera) dostaje się 7% więcej doświadczenia i SP za zabicie potwora, doświadczenie w drużynie dzielone jest proporcjonalnie do poziomów graczy (gracz o najwyższym poziomie w drużynie, dostaje najwięcej doświadczenia), adena dzielona jest po równo między graczy, a podnoszenie wypadłych przedmiotów odbywa się na zasadzie ustalonej przez lidera np. losowo, na zmianę itp. Granie w drużynie to nie jedyny sposób na integrowanie się graczy, kolejną możliwością jest założenie klanu, który już jest znacznie trwalszą formą więzi między graczami. Klanem przewodzi lider, który przyjmuje nowych członków, kontroluje klanowy magazyn (clan werehouse), może rozwijać poziom klanu, a im wyższy poziom klanu, tym może mieć więcej członków i ma więcej różnych dodatków (m. in. Znaczek klanowy, tytuły dla klanowiczów i wiele innych), lider może również zapisać klan na zdobywanie zamku (castle siege), w których biorą udział tysiące graczy. Oczywiście również klany mogą ze sobą współpracować i zawiązać sojusz. Lineage 2 to przede wszystkim gra zespołowa, ponieważ granie w drużynie jest znacznie bardziej opłacalne, no i niesie z sobą dużo więcej zabawy.

W gracz MMORPG ciężko mówić o fabule, lecz spokojnie można mówić o świecie i wydarzeniach, jakie się w nim dzieją. Świata ukazany w grze (do obecnego momentu) obejmuje dwa kontynenty Aden oraz Elmore, jednak uniwersum Lineage 2 cały czas się rozwija, dochodzą kolejne lokacje i nowe kontynenty. Oba kontynenty są naprawdę ogromne i niezwykle ciekawe urządzone. W grze prócz kilkunastu ogromnych miast, znajdziemy wiele podziemi, lochów, labiryntów, zrujnowanych miast oraz dziesiątki form terenu począwszy od bagien, poprzez nawiedzone miasta, cmentarze, lodowe płaskowyże, pustynie, a na dziesiątkach rodzajów lasów kończąc. To wszystko sprawia, ze przez świat podróżuje się z przyjemnością, a odkrywanie nowych lokacji to niesamowita frajda. Oczywiście same budynki i drzewa to za mało, żeby nazwać świat żywym, musi się również coś dziać. W grze nie brakuje urozmaiceń, a wspomnienie chociaż połowy, z nich podwoiłoby artykuł, jednak spróbuje choć część wymienić. Zacząć można od setek zadań, które możemy wykonać, prócz zadań na zmianę profesji, istnieje grubo ponad 100 zadań, za które dostaniemy: doświadczenie, SP, adene, unikalne przedmioty i wiele innych. Kolejnym urozmaiceniem mogą być okresowe wydarzenia (eventy), polegają na tym, że podczas zabijania potworów mamy szanse na zdobycie specjalnych przedmiotów, które możemy wymienić u Event Manager’a na najróżniejsze przedmioty. Gracze mogą brać przez cały czas udział w festiwalu „Seven Sings”, w którym mogą zdobyć m.in. „Ancient Adene” za które kupią nowe przedmioty bądź dodadzą Special Ablity do broni. Jeśli znudziła się nam profesja, którą gramy i mamy 75 poziom, to nic straconego, nie musimy zaczynać od początku, wystarczy, że weźmiemy sub-classe i zaczniemy ja szkolić od 40 poziomu. Możemy zostać również Bohaterem (hero), co sprawi, że postać staje się silniejsza i wygląda ciekawej. Po wykonaniu zadania, może również zostać Szlachcicem (Noblesse), który posiada unikalne skile, przydatne podczas Castel Siege. Najpotężniejsi powinni udać się do katakumb i nekropoli, gdzie antyczne demony czekają na śmiałków. Tych, których znudziła ciągła walka mogą wykonać zadanie na jednego z kilku zwierzaków (pets), ale Ci, którzy pragną całkowitego spokoju mogą udać się w ustronne miejsce i oddać się wędkowaniu. Naturalnie nie są to wszystkie atrakcje, jakie czekają na nas w świecie Aden.

Jak już wcześniej wspomniałem do gry dochodzą kolejne dodatki, zwane kronikami (chronicles), które prócz dodania nowych przedmiotów i potworów, powiększają znacznie świat, dodają dziesiątki nowych możliwości (Przykładem tego jest fakt, że w chronicle 1, nie było 3 profesji, sub-class, katakumb/nekropoli, festiwalu Seven Sings, to wszystko i wiele innych zostało wprowadzone dopiero w kolejnych kronikach). Kolejne kroniki posuwają także fabuła świata do przodu, dodają nowe wydarzenia. Podobnie jak w każdej grze, tak i w Lineage 2, gra ma swoją fabułę i historie. Historia to zbiór 21 mitów, w których zawarte są pradawne dzieje świata oraz fabułę składająca się z kronik, w który opisywane są bieżące wydarzenia, jakie maja miejsce w świecie gry. Choć gra nie ma ogromnych wymagań sprzętowych i na zalecanych parametrach sprzętu, można grać całkowicie płynie. To jednak warto pochwalić programistów, którzy optymalizują silnik gry, doskonale to widać, gdyż w kolejnych kronikach gra włącza się szybciej, a teleportacje są znacznie szybsze, zwłaszcza zauważą to gracze, grający na minimalnych wymaganiach sprzętowych.

Zbierając wszystko razem dostajemy produkt najwyższej jakości, posiadający doskonała oprawę wizualną, doskonała muzykę, ciekawy świat oraz niezwykle rozbudowany system rozwoju bohatera, wszystko to sprawia, ze warto zapłacić abonament, aby stać się obywatelem Aden. Dzięki grze nawiążemy znajomości z ludźmi z całego świata, a dzięki wspólnym wypadom na Raid Boss’s oraz zdobywanu zamków staną się oni druga rodziną. Pomimo, że od premiery w tym roku miną trzy lata gra nadal cieszy się niemalejącą popularnością, co świadczy, że Lineage 2 to naprawdę gra wyjątkowa. Jeśli masz dużo czasu, chcesz przeżyć wspaniałe przygody w wirtualnym świecie - koniecznie zagrajcie. Dodam jeszcze od siebie, że uważam Lineage 2 za najlepszego obecnie MMoRPG’a na świecie. Gorąco polecam.

Assassin's Creed

Assassin's Creed to gra akcji, kładąca silny nacisk na elementy, związane ze skradaniem się. Twórcami tytułu są ludzie, odpowiedzialni za powstanie Prince of Persia: The Sands of Time - nie dziwi więc wiele podobieństw do tego hitu.

Fabuła przenosi nas w okres trzeciej wyprawy krzyżowej, dowodzonej przez angielskiego króla Ryszarda Lwie Serce. Wydarzenia dzieją się na Ziemi Świętej, między innymi w Jerozolimie. Wcielamy się w postać Altaira – członka tajemniczego klanu zabójców, zupełnie nie przejmującego się problemami natury politycznej i teologicznej oraz nie stającemu po żadnej ze stron konfliktu. Dlatego też w trakcie zabawy przyjmujemy zlecenia zarówno chrześcijan jak i mahometan, którzy za pomocą skrytobójstwa próbują załatwiać swoje interesy.

Sama rozgrywka przypomina serię Hitman w wersji średniowiecznej. Kolejne misje mają ten sam schemat: przyjmujemy zlecenie, nie zwracając na siebie uwagi zbliżamy się do celu, wykonujemy zadanie i oddalamy się z miejsca zbrodni (oczywiście im szybciej, tym lepiej). Brzmi mało skomplikowanie, ale w praktyce prezentuje się znakomicie. Nasz bohater wiele czasu spędza na przemykaniu się z jednego ukrycia do drugiego, wspinaczce, wykonywaniu karkołomnych akrobacji, a także walce. Ciekawie rozwiązano problem sterowania Altairem: niektóre czynności (np. wspinanie, skakanie, wtapianie się w tłum i krycie się w cieniu) wykonujemy używając tylko jednego przycisku. Wystarczy go uaktywnić i nasz bohater sam dba o siebie (np. wdrapuje się na dach budynku, pokonując po drodze kilka przeszkód, albo niepostrzeżenie dołącza do grupy przechodzących mnichów). Z kolei walka wymaga od nas większej zręczności palców: pojedynki są dynamiczne, dysponujemy dość dużą ilością ciosów. Szczególnie godne polecenia są znakomite uniki, które stosujemy wyczekując na dogodny moment do ataku. Bardzo często mamy możliwość wyboru: przejść daną lokację cichaczem lub wyrąbać sobie drogę mieczem. Ten drugi sposób jest bardziej widowiskowy, ale zarazem czasochłonny i niebezpieczny.

Bardzo ważnym elementem rozgrywki jest umiejętne postępowanie z postaciami bohaterów niezależnych. Zadanie wypełniamy w miastach pełnych ludzi, a to jak ich traktujemy ma niebagatelny wpływ na powodzenie misji. I tak na przykład skacząc z dachu w sam środek tłumu, możemy liczyć na podejrzaną reakcję przechodniów. Część z nich ucieka, inni wskazują nas palcami, co prędzej czy później powoduje zainteresowanie strażników. Przedzierając się przez zatłoczone zaułki możemy powoli się przesuwać, przeciskając między ludźmi lub też przyjąć postawę zabijaki i osiłka, rozpychając się i przewracając stających nam na drodze. Czasami wzbudzimy respekt i ludzie sami schodzą z drogi, ale możemy także narazić się na wrogą reakcję i spowodować atak. A przecież jesteśmy zabójcą i zwracanie na siebie uwagi nie powinno leżeć w naszej naturze.